Sejm wita żony bogów, czyli (nie)letni felieton
Jedno spojrzenie skierowane za okno, bez trudu pozwala zrozumieć, że nadeszła nieunikniona zmiana. Okres letnich wschodów i zachodów zdawał się pożegnać wraz z ostatnim ciepłym weekendem września i nawet owe dni nie mogły już dłużej ukrywać słońca padającego pod coraz to innym kątem, a także wieczorów witających w zagajnikach kłęby mgieł. Gwarne i beztroskie wakacyjne dni zamieniły się teraz w ciche doby pracy, nauki, a tylko wolne godziny u końca tygodnia stanowią namiastkę tych wspominanych, choć zupełnie odmienionych. Jedynie gdzieś w ciszy powrotu do codziennych zmartwień zdaje się kryć jeszcze pytanie o spuściznę kolejnego minionego lata, o jego pamięć i miejsce w naszej świadomości.





