Kasia.jpg

Już jakiś czas temu zakończyła się runda jesienna w polskiej T- Mobile Ekstraklasie. Piłkarze rozegrali wówczas jeszcze kilka meczów z rundy wiosennej i udali się na urlopy. Na boiska wrócą lada moment, bo już za tydzień. Niemal miesiąc temu zaczęli treningi i zgrupowania, podczas których rozegrali mecze sparingowe. Do drużyn dołączyli nowi zawodnicy, lecz to latem zespoły Ekstraklasy zrobiły największe zakupy.

Lato 2014 obfitowało w wiele transferów. „Królem polowania” okrzyknięto Lechię Gdańsk. Prezesi Lechii wyznaczyli sobie za cel zbudowanie silnego zespołu, nowej siły w polskiej piłce. Nowy dyrektor sportowy Lechii, Andrzej Juskowiak postarał się o dużo wzmocnień. Do gdańskiej drużyny dołączyli znani już na polskich boiskach: Ariel Borysiuk, Bartłomiej Pawłowski, Adam Dźwigała czy Daniel Łukasik.  Włodarze klubu nie bali się postawić na młodych, ale doświadczonych zawodników, mimo że ich kariera w ostatnich 2 latach nie powalała na kolana. Niemalże wszyscy z podziwem patrzyli na rozmach w poczynaniach klubu z Trójmiasta. Inni ze spokojem czekali na rzetelną weryfikację ich siły. W tym gronie byłam ja.

Śledząc od kilku lat Ekstraklasę, nauczyłam się nie wyciągać pochopnych wniosków. W tym przypadku byłam bardzo ciekawa, co z tego projektu wyjdzie. Jednak nie oczekiwałam, że to może wypalić. Przynajmniej nie tak szybko. Jak się okazało, chłodne podejście do tematu było najlepszym rozwiązaniem. Już we wrześniu nastąpiła zmiana trenera. W listopadzie kolejna. Lechia Gdańsk po 19 meczach zajmuje dopiero 13 miejsce w 16 drużynowej lidze, zgromadziła 21 punktów, wygrała zaledwie 5 spotkań.

Do końca sezonu pozostało wiele spotkań. Obecna sytuacja drużyny pokazuje, w którym miejscu naprawdę się znajduje. Być może nadchodzący sezon będzie należał do Lechii? Czas pokaże. Mimo że Śląsk Wrocław czy Wisła Kraków, nie przeprowadziły spektakularnych transferów, są wyżej w tabeli, prezentują skuteczniejszy futbol i zdobywają więcej punktów. Właśnie te przykłady pokazują, że nie da się wszystkiego kupić i lepiej patrzeć na jakość zawodników niż na ich ilość.